Czym jest Orla Perć?

Pomiędzy przełęczą Zawrat a przełęczą Krzyżne ciągnie się słynna Orla Perć. Dwa tygodnie temu udało się nam zdobyć ją w całości. To było nasze drugie podejście 😉 Za pierwszym razem przeszliśmy ⅔ trasy. Nie trzeba było długo czekać. Po miesiącu wróciliśmy, żeby zdobyć ją do końca. Niektórzy turyści słysząc o naszych planach mówili, że nie damy sobie rady, a bo dni są coraz krótsze i w ogóle to ciężka trasa… 

Tak, to najtrudniejszy górski szlak w Polsce. Chcąc przejść go w całości trzeba pamiętać, żeby zacząć swoją wyprawę od Zawratu skąd można już iść do samego końca. Startując z Krzyżnego trzeba będzie zakończyć na Kozim Wierchu, gdyż dalsza część trasy jest jednokierunkowa. Spotkaliśmy kilka osób, które pomyliły się i zaczęły ze złej strony. Możecie sobie tylko wyobrazić ich miny kiedy dowiedziały się, że nie będą mogły zrobić słynnego szlaku w całości i ominął ich jedne z ciekawszych łańcuchów 😉 Oczywiście niektórzy turyści od razu planują zrobić tylko część drogi od Krzyżnego do Granatów czy Koziego Wierchu.
Zdarzają się i tacy, którzy czekają aż Orla zacznie się wyludniać i wtedy idą pod prąd.
Cały szlak liczy zaledwie 4 km ale utrudnienia na trasie podnoszą czas jego przejścia do 6 i pół godziny wg mapy turystycznej.

Trasa przejścia

Oczywiście ten czas nie uwzględnia dłuższych postojów, podejścia pod Zawrat i zejścia z Krzyżnego 😉 Zatem dodając punkt początkowy i końcowy, czyli np. wyjście ze Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich i powrót do tego samego miejsca nasza wycieczka zamienia się w 10 godzinną wędrówkę a tym samym rozciąga się na ponad 11 km. W dalszym ciągu nie bierzemy pod uwagę przerw na odpoczynek, jedzenie, picie oraz uwaga, uwaga stanie w kolejkach…

Tak, kolejki mogą nas na Orlej Perci nie ominąć. Warto wyjść w nocy jeżeli planujemy startować z Zakopanego lub Palenicy Białczańskiej. Według mnie najlepszym rozwiązaniem jest przyjść dzień wcześniej do Schroniska (Murowańca lub Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów) i zostać tam na noc aby jeszcze przed świtem wyruszyć w niezapomnianą podróż i przynajmniej przez chwilę cieszyć się ciszą i samotnością z dala od tłumu ludzi:)

Dla kogo Orla Perć?

Szlak jest przeznaczony raczej dla zaawansowanych turystów, którym nie straszne jest trzymanie się łańcuchów i ciągły widok przepaści. Na pewno nie polecałabym go komuś kto nie jest pewny swojej kondycji, a przede wszystkim psychicznej odporności na chodzenie po krawędzi lub wiszenie nad przepaścią. Oczywiście od każdej reguły jest wyjątek. Za drugim razem poszedł z nami mój szwagier, który wcześniej niewiele chodził po górach. A na Orlej czuł się jak ryba w wodzie, a właściwie jak kozica na stromej skale;) Mówił, że parę razy był pod wrażeniem ale zupełnie nie było tego po nim widać 😉 Trochę mu nie wierzyłam 😉

Droga przez Orlą często wiedzie w górę i w dół i tak w kółko 🙂 Szlak prowadzi granią, trawersuje wzdłuż gór a nawet przebiega przez środek dość szpiczastego szczytu, gdzie ja ze szwagrem przemierzaliśmy go siedząc okrakiem a mój ukochany nieustraszony mąż po prostu po nim szedł, podtrzymując się tylko od czasu do czasu żeby nie zlecieć 😉

Szwagier
Szwagier

Ważniejsze miejsca na trasie

Cała trasa znajduje się na wysokości powyżej 2 tys. m n.p.m. i wiedzie między innymi przez:

  1. Przełęcz Zawrat – 2159 m n.p.m.
  2. Mały Kozi Wierch – 2228 m n.p.m.
  3. Kozi Wierch – 2291 m n.p.m.
  4. Zadni Granat – 2240 m n.p.m.
  5. Skrajny Granat – 2225 m n.p.m.
  6. Przełęcz Krzyżne – 2112 m n.p.m.

Szlak jest wyposażony w drabinki, klamry i łańcuchy. Kiedy nie ma żadnego z wymienionych trzeba trzymać się skał rękami zawsze pamiętając, żeby mieć stabilne 3 punkty podparcia. W niektórych miejscach wydaje się, że łańcuchy są wręcz niepotrzebne i być może dali je tylko po to aby zachować ciągłość. Inne miejsca, takie jak Źleb Kulczyńskiego gdzie trzeba schodzić w dół po bardzo stromych kamieniach nie zostały wyposażone w żadne zabezpieczenia. Tam człowiek stara się cały czas schodzić na tyłku, co bardzo obciąża mięśnie nóg i stawy w kolanach.

Źleb Kulczyńskiego

Słynna drabinka przed Kozim Wierchem robi wrażenie. Niby nic takiego, zwykła drabinka dobrze przymocowana a jednak napawa strachem. Warto schodzić po niej pojedynczo, żeby wzajemnie sobie nie przeszkadzać. Na Orlej Perci znajdują się dwie drabinki, ta osławiona prowadzi nas w dół do Koziej Przełęczy natomiast po drugiej idziemy w górę.

Słynna drabinka prowadząca do Koziej Przełęczy

Kolejnym ciekawym miejscem jest Kozia Przełęcz i łańcuch “tarzan”, który źle chwycony może nami zabujać i uderzyć o skałę. Jest on długi i prowadzi w górę po skosie. Będąc za drugim razem policzyłam sobie dokładnie, który to, żeby wiedzieć gdzie uważać 😉 Piąty schodząc z Koziej Przełęczy.

Straszne miejsce bez nazwy

Było jeszcze jedno miejsce, którego nie udało mi się odszukać w Internecie, a które zapamiętam do końca życia. Na samą myśl dostaję gęsiej skórki. Musiałam przejść po niemal gładkiej skale z pomocą długiego, luźnego łańcucha. Pewnie gdybym dobrze go chwyciła i wychyliła się nad przepaścią byłabym w stanie przejść z jego pomocą bez większych problemów. Niestety poszłam za wysoko przez co nie mogłam go napiąć i zrobić kolejnego kroku nie tracąc równowagi…

Złapała mnie tam tak ogromna panika i strach, że nie byłam w stanie iść dalej. Mój kochany mąż trzymał mnie i przyciskał do ściany tak, żebym nie zleciała. Sam wtedy nie mógł chwycić łańcucha bo ja znajdowałam się w połowie jego długości. Gdyby za niego chwycił to od razu bym zleciała. Szwagier pomagał mi z drugiej strony. Mój Michał powiedział, że gdybym się wtedy pośliznęła to zlecielibyśmy razem w dół. W tamtej chwili było mi bardzo ciężko opanować lęk, pamiętam, że ważne było dla mnie by nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów i trzęsącą ręką szukałam nowych miejsc w skale. Na szczęście z pomocą męża i szwagra udało mi się pokonać strach i iść dalej.

Przepaść

Czy to prawda, że na Orlej trzeba przejść nad przepaścią? Na trasie znajduje się szczelina szeroka na długość kroku dorosłej osoby ubezpieczona łańcuchem. Dla tych, którzy nie potrzebują aż takich wrażeń miejsce to można obejść schodząc kilka kroków niżej. Powiem tylko, że przepaść nie należy do najgorszych punktów na trasie 😉

Dlaczego Orla?

Zacznę od tego, że i ja i Michał nigdy nie byliśmy fanami gór. Jako dzieci oczywiście widzieliśmy je na koloniach, wycieczkach rodzinnych czy szkolnych. Jednak nigdy wcześniej ani ja ani mój mąż nie byliśmy żądni takich przygód. Nawet nie pamiętam co udało mi się za dziecka zobaczyć. Na pewno było to Morskie Oko, Dolina Pięciu Stawów i jeżeli dobrze pamiętam to byłam jeszcze w Jaskini Mroźnej. Nigdy nie sądziłam, że górskie krajobrazy zaczną mi się podobać. Piękne widoki to nie jedyna rzecz, która ciągnie nas teraz w góry. W naszym przypadku jest to chęć zdobywania i podejmowania nowych wyzwań, które pomagają przesuwać granice własnego strachu i lęku. To stawanie się silniejszym. Jednak w tym wszystkim nigdy nie można zapomnieć o zdrowym rozsądku, który powinien podpowiadać kiedy ze sceny zejść 😉

Nasza historia z górami nie jest wcale długa, zaczęła się w sierpniu 2018, niecałe trzy miesiące po ślubie. Od tego czasu zdobywaliśmy tatrzańskie szczyty zarówno latem jak i zimą.

Którędy na Zawrat?

Są trzy szlaki prowadzące na początek Orlej Perci.

Teraz czynne są tylko dwa z nich. Szlak czerwony wiodący ze szczytu Świnicy na Zawrat jest zamknięty do odwołania ze względu na obrywy skalne.

Pozostałe dwie drogi to szlak niebieski prowadzący z jednej strony przez Halę Gąsienicową a z drugiej strony przez Dolinę Pięciu Stawów. Oba dochodzą do Przełęczy Zawrat, gdzie zaczyna się legendarna Orla Perć. Podejście z Murowańca jest dużo cięższe niż spacerek z Doliny Pięciu Stawów. Mogę potwierdzić, że końcówka szlaku z Hali Gąsienicowej jest na tyle trudna, że śmialiśmy się, że na Zawracie zamiast zaczynać powinno się już zawracać. W końcu nie bez przyczyny ktoś dał tej przełęczy właśnie taką nazwę 😉

Tędy na Zawrat z Hali Gąsienicowej przy Schronisku Murowaniec
Widoki z Przełęczy Zawrat

Przygotowania

Gdzie spać?

Początkowo chcieliśmy przejść Orlą Perć w lipcu. Miejsca noclegowe w sezonie letnim są tak oblegane, że nie ma się co łudzić na wolne łóżko. Jednakże rezerwując je odpowiednio wcześnie (np. ponad miesiąc) istnieje cień szansy, że dostaniecie nocleg w Murowańcu. Przed pierwszą wyprawą na Orlą Perć udało nam się dostać ostatnie miejsca w dwóch różnych pokojach.

Z kolei podczas drugiej próby zdobycia szlaku wybraliśmy Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów, gdzie noclegi w sezonie letnim podobno trzeba rezerwować na początku roku 😉 Oczywiście nie wiedzieliśmy o tym więc dwie noce spaliśmy na tzw. glebie. Nigdy nie widziałam tak dobrze zagospodarowanego każdego wolnego skrawka podłogi. W “Piątce” (bo tak nazywają to Schronisko turyści) warto przyjść jak najwcześniej i usiąść na podłodze z plecakiem rezerwując w ten sposób dogodne miejsce. Spóźnialscy mogą ulokować się w toaletach i na dworze. Pierwszej nocy udało nam się spać w przedsionku, przez który całą noc wchodzili ludzie i świecili nam czołówkami po twarzy 😉

Przedsionek w Schronisku w Dolinie Pięciu Stawów
Przedsionek w Schronisku w Dolinie Pięciu Stawów

Drugą noc trafiło nam się jak ślepej kurze ziarnko. Kiedy wszystko było już zajęte a wielka kolejka ludzi stała przed recepcją, usiedliśmy za ich nogami i w ten sposób zajęliśmy jedno z najlepszych miejsc z dala od drzwi wejściowych i toalet. Nie było łatwo, było kilku śmiałków, którzy chcieli się pokusić o nasze noclegi. Spanie na glebie w tym Schronisku, czy to w środku czy na zewnątrz jest płatne. Koszt to 30 zł od osoby. 

Murowaniec nie jest aż tak oblegany przez turystów jak „Piątka”, ponieważ nie można tam spać na podłodze. Jednak jak już traficie tam bez zarezerwowanego wcześniej noclegu to warto pytać czy nie znalazło się jakieś wolne miejsce. Zdarzają się sytuacje, że w późnych godzinach wieczornych ok. 21.00 turyści rezygnują ze swojej rezerwacji. Przepada im wtedy zaliczka i jednocześnie zwalnia się miejsce dla innych. Nam udało się dostać nocleg w jednym pokoju, w taki właśnie sposób, możecie sobie tylko wyobrazić naszą radość 😀

Jednak zdarza się i tak, że nocleg w Murowańcu nie będzie możliwy wtedy wiele osób decyduje się spędzić noc na drewnianych stołach przed Schroniskiem. Rok temu we wrześniu właśnie tak spaliśmy… to była jedna z najzimniejszych nocy w całym naszym życiu… brrr

Drewniane stoły pod Schroniskiem Murowaniec

Jaki sprzęt?

Według mnie na Orlej Perci najważniejsze są rękawiczki, które pomagają podczas trzymania się łańcuchów i ostrych skał. Dzięki nim nie bolą dłonie. Warto wybrać model z pełnymi palcami 🙂

Jeżeli planujemy zostać w Schronisku na noc to bierzemy ze sobą śpiwór i karimatę a w razie potrzeby spania na zewnątrz dochodzi nam jeszcze koc NRC. Warto zaopatrzyć się w jego wersję w postaci kokonu, który można nasunąć na śpiwór z łatwością.

Dalej w kolejce mamy kask. Nie trzeba od razu go kupować wystarczy wypożyczyć. Na szlaku jest sporo luźnych kamieni, które osoba idąca wyżej może na nas niechcący zrzucić. My nie mieliśmy tego elementu ekwipunku ze sobą, za późno zaczęliśmy o nim myśleć. A co do wypożyczalni to korzystaliśmy z takich usług zimą kiedy potrzebowaliśmy raków i czekana.

Podobnie sprawa się ma z dodatkowymi zabezpieczeniami takimi jak uprzęże. Oczywiście nie trzeba cały czas przypinać się do łańcuchów, ale w trudniejszych partiach warto mieć taką możliwość 😉

Nasze plecaki podczas pierwszej próby przejścia Orlej Perci

Co spakować?

Zawsze staramy się wziąć tylko to co najpotrzebniejsze. Śpimy w tej samej bluzce, w której później wychodzimy na szlak. Pakujemy jednak dodatkowe skarpety. Te ostatnie są bardzo ważne ponieważ nogi to nasze podstawowe narzędzia do wędrowania, zatem trzeba o nie dbać.

Pomimo wysokiej temperatury w góry warto zabrać czapkę, chustkę lub komin na szyję. Kurtka jest z nami na każdej naszej wyprawie.

Nosimy ze sobą mapę i kompas oraz książeczkę PTTK gdzie możemy wbijać kolejne pieczątki z miejsc, które odwiedziliśmy 😉 Na pamiątkę kupujemy wpinki i magnesy na lodówkę.

Mój mąż przykłada dużą wagę do apteczki, którą dzięki niemu mamy na dość wysokim poziomie. Staramy się być tak przygotowani aby w razie konieczności móc przeżyć czekając na profesjonalną pomoc. Chodzi m. in. o złamania, duże krwotoki i ból. Nosimy też chusteczki suche i mokre oraz plasterki na otarcia i małe skaleczenia.

Zawsze na drogę bierzemy dużo słodyczy. Kupujemy czekolady i batony węglowodanowe, które szybko dostarczają energii naszemu ciału. Na śniadanie i obiad zabieramy ze sobą grubsze kabanosy i chleb żytni. Przez całą wyprawę wypijamy sporą ilość wody i izotoników.

Kolejna na liście jest elektronika czyli sprzęt fotograficzny, ładowarki, power bank, latarki, dodatkowe baterie. Jednym z bardzo przydatnych elementów jest też filtr do oczyszczania wody, który uratował nas już kilka razy gdy kończyły się nasze zapasy.

Mamy również sprzęt na przykre sytuacje takie jak spotkanie rozwścieczonego niedźwiedzia. W jego skład wchodzi dobrej firmy gaz pieprzowy (unikajcie najtańszych). Dodatkowo wiemy, że w takich sytuacjach trzeba się zwinąć w kulkę twarzą do ziemi i założyć splecione dłonie na szyję w taki sposób by osłaniać tętnice i kręgosłup przed przegryzieniem.

W razie zaginięcia w górach nosimy ze sobą racę morską do zasygnalizowania naszej pozycji. Gdybyśmy nie byli w stanie dodzwonić się do TOPRu to mamy nadzieję, że ktoś odbierze to jako wzywanie pomocy 🙂

Dodatkowo zabieramy ze sobą kosmetyki do mycia, klapki pod prysznic i bardzo małe ręczniki.

Nieoceniony jest też metalowy kubek, kawy 3w1 i kilka torebek herbaty.
Musicie wiedzieć, że każde schronisko udostępnia za darmo wszystkim turystom wrzątek.

Nasz ekwipunek podczas pierwszej próby przejścia Orlej

Oczywiście nie wszystko z tego można zabrać w tak ciężką trasę. Dlatego przy pierwszej próbie zdobycia Orlej byliśmy chyba jedynymi osobami, które miały przypięte do plecaka śpiwór i matę. Właściwie matę miałam na Orlej już tylko ja bo Michał zgubił swoją po drodze 😉 Tak czy siak, jeżeli zamierzacie wybrać się z całym plecakiem to radzę Wam zahaczyć o Schronisko i w przechowalni (każde Schronisko taką ma) zostawić zbędny balast. Jedynym minusem jest to, że będziecie zmuszeni wrócić tą samą trasą, żeby odebrać swoje rzeczy. Jeżeli zostawiacie kilka pakunków warto je razem związać.

W Schronisku z tego co wiem nie zdarzają się kradzieże, ale słyszeliśmy, że chłopak nie mógł znaleźć swojej karimaty, bo ktoś najpewniej ją sobie pożyczył. Właściciel sam wierzył w to, że następnego ranka znajdzie karimatę w przechowalni, w tym samym miejscu, w którym ją zostawił. Tymczasem musiał pożyczać koc ze Schroniska i rozłożyć go na zimnych płytkach w kuchni turystycznej. Z własnego doświadczenia wiemy, że nikt tam nie kradnie a na szlak najlepiej wybrać się z wyłącznie niezbędnym ekwipunkiem. Warto zabrać ze sobą kilka siatek z Biedry by mieć w co zapakować rzeczy pozostawione w schronisku. Siatki warto jakoś wyraźnie oznaczyć bo te wasze nie będą pewnie jedyne.

Na tatrzańskich szlakach

Zwierzęta

W Tatrzańskim Parku Narodowym można spotkać zwierzęta, które nie boją się ludzi. Spotkaliśmy już m. in. lisy, kozice, sarny, niedźwiedzia i kruki.

Nasze spotkanie z niedźwiedziem nie wyglądało tak jak to opisane wcześniej. Miało to miejsce w biały dzień przy tłocznej trasie do Murowańca. Zamiast wyciągnąć powoli gaz pieprzowy wzięliśmy do ręki telefon i zaczęliśmy robić zdjęcia tak jak cała reszta zainteresowanych. Nic się nikomu nie stało. Jednej rodzince tylko przebiegł przez drogę. Michał widział go jak staną na dwóch łapach i mówił, że był wielki, ja niestety tego nie zobaczyłam. Kiedy się odwróciłam pokazał mi się już tylko podskakujący niedźwiedzi tyłek z jasną łatką. Niedźwiedź na zdjęciu nie jest bardzo widoczny, trzeba je powiększyć. Natomiast lisek wie w jakich kadrach wygląda najlepiej 😉

Niedźwiedź w oddali
Lis na trasie do Schroniska Murowaniec

Widmo Brokenu

Jest to zjawisko fizyczne w postaci widzialnej okrągłej tęczy dookoła naszego cienia, rzucanego na chmury. Jest ono zauważalne w górach. Powstaje gdy chmury są nisko i ze skał rzucamy na nie swój cień. Tęcza nazywana jest glorią. Wszystkiemu co niespotykane i wyjątkowe towarzyszą przesądy. Nie jest inaczej w tym przypadku. Podobno raz zobaczone mówi o tym, że widzący je zginie w górach. Czar pryska po ujrzeniu tego trzeci raz. A teraz na poważnie, widzieliśmy to wiele razy. Za pierwszym razem jedna kobieta zaniepokoiła się dość tym zjawiskiem tłumacząc nam cały przesąd. Szczerze mówiąc właśnie dlatego Wam o tym piszę, żebyście nie byli łatwowierni i nie dali się wpuścić w maliny. To jest zwykłe zjawisko fizyczne i koniec kropka 😉

Widmo Brokenu

Napotkani ludzie

Strachliwa dziewczyna

Spotkaliśmy dziewczynę, która pomimo strachu i płaczu zrobiła trasę od Koziego Wierchu do Krzyżnego. Wielki szacunek dla niej za to, że dała radę, bo na odcinku za Skrajnym Granatem znajdują się naprawdę trudne miejsca do przejścia. Spotkaliśmy ją później na końcu szlaku, na Przełęczy Krzyżne gdzie wyglądała na bardzo szczęśliwą 🙂

Gość od TOPRu

Przy pierwszej próbie zdobycia Orlej zaraz przed zejściem ze Skrajnego Granatu siedzieliśmy dobre z 15 min i rozmawialiśmy z jednym zabawnym gościem. Opowiadał nam, że zawsze chodzi sam po górach, a zapytany co zrobi jak mu się coś stanie, powiedział, że zadzwoni po TOPR. Na co ja zadałam mu pytanie, czy już kiedyś musiał dzwonić. Odpowiedział, że tak, dwa razy. Za pierwszym razem zabierali go ze złamaną jedną ręką, a za drugim razem z drugą. Michał zapytał go czy nosi ze sobą apteczkę na co on zaśmiał się, że już tak, choć nie ma ze sobą gipsu 😉 I tak oto rozmowa potoczyła się dalej na temat właściwego wyposażenia apteczki 😉

Akcja ratunkowa obok Małego Koziego Wierchu

Dziewczyna z rozwalonymi butami

Zaraz przed wejściem na Komin pod Czarnym Mniszkiem zobaczyliśmy dziewczynę z rozwalonymi butami z przodu i posklejanymi taśmą. Zrobiło nam się jej szkoda. Mieliśmy ze sobą bardzo mocną taśmę duck type toteż Michał bardzo dokładnie zakleił jej buty. Dumni z tego, że kolejna rzecz przydała się na wyprawie, po powrocie do Schroniska zobaczyliśmy, że dziewczyna dalej chodzi w tym butach ale bez naszej taśmy. Nie wiemy co się z nią stało jednak nie mieliśmy siły wstać i zapytać 😉

Komin pod Czarnym Mniszkiem

Powrót

Radość ze zdobycia Orlej jest bardzo duża. Po powrocie warto mieć ze sobą trochę gotówki na dobry obiad w Schronisku. Trzeba zapłacić ok. 30 zł aby zjeść grillowany filet z kurczaka z ziemniakami i surówką. My, po kolacji, oblewaliśmy nasz sukces zimnym piwkiem. Dodatkowo Michał kupił mi kolejną wpinkę do kolekcji – Orlą Perć.

Świętowanie. Piwka i odznaka.

Czym dla mnie jest Orla Perć?

Odpowiadając na pytanie dlaczego Orla, odpowiem, że Orla to legenda i według mnie jej zdobycie jest sporym osiągnięciem.

Osobiście uważam ją za swego rodzaju wyzwanie i zmierzenie się z własnymi słabościami. Wiele osób przechodzi ją z łatwością, ale są i tacy, którzy dostają na niej ataku paniki, płaczą i nie chcą iść dalej. Co ciekawe strach w górach nie jest tylko domeną kobiet, choć za pewne stanowią one większość tej grupy. Z mojego doświadczenia wynika, że na Orlej jest trochę tak jak w branży IT, 85% stanowią mężczyźni a 15% kobiety. Pomimo niskiej frekwencji przedstawicielek płci pięknej widziałam więcej przestraszonych pań jak panów. Wynika z tego, że kobiety w górach częściej odczuwają strach, a może to właśnie one nie mają problemu z jego wyrażaniem? Tak czy siak, na pierwszej mojej wyprawie widziałam też bardzo przestraszonego chłopaka, był wręcz sparaliżowany strachem.

Czy dobrym jest podjęcie takiego wyzwania przez kogoś kto nie jest wybitnym górołazem? Jeżeli ktoś chce przełamywać swoje słabości to uważam, że warto. Trzeba tylko być rozsądnym i świadomym swoich wyborów bo w górach wszystko się może zdarzyć…

Czy warto?

Tak! Zdecydowanie. Każdemu polecam. Pokonując swoje słabości i lęki człowiek staje się silniejszy i pewniejszy siebie. Dodatkowo poprawia się też samoocena.

Kozi Wierch